Niektórzy mówią o sztucznej inteligencji jak o zagrożeniu dla ludzkości, ale jeśli przyjrzeć się bliżej, głównie zastępuje ona ludzi, których ten system już wcześniej zmechanizował.
Chodzi o rodzaj pracownika, który potrafił bezbłędnie wykonywać instrukcje, pozostawać przewidywalny, tłumić wątpliwości i nigdy nie kwestionować scenariusza.
To dokładnie taką rolę AI wykonuje teraz – szybciej, taniej i z mniejszymi skargami.
Przez dziesięciolecia system był brutalnie jasny co do tego, co ceni.
Jeśli byłeś zbyt wrażliwy, zadawałeś niewygodne pytania, myślałeś w nieliniowy sposób lub – broń Boże – stawiałeś na pierwszym miejscu kreatywność lub zgodność z własnymi wartościami, zamiast bezrefleksyjnego posłuszeństwa, etykietowano Cię jako trudnego, nieprofesjonalnego, niezespołowego.
Tymczasem ulubieńcami systemu byli Ci, którzy bezbłędnie wykonywali polecenia,
nigdy nie odchodzili od protokołu, przetwarzali informacje przewidywalnie i – przede wszystkim – nigdy nie robili zamieszania. Idealne korporacyjne drony. Ludzkie NPC.
System ich za to nagradzał!
A teraz AI wykonuje ich pracę lepiej, niż kiedykolwiek oni to robili.
AI to ostateczny biurokrata. Idealny dron. Wszystko to, co system próbował wyplenić u "trudnych" ludzi.
Nagle każda funkcja wymagająca myślenia algorytmicznego, rozpoznawania wzorców lub wykonywania scenariuszy może być wykonana przez prawdziwe algorytmy – wydajniej, konsekwentniej i bez konieczności zapewniania ubezpieczenia zdrowotnego.
Ludzie, którzy zamienili siebie w maszyny, są zastępowani przez prawdziwe maszyny.
Ironia jest tak doskonała, że aż poetycka!
Miliony się dostosowały. Znieczuliły własną istotę, by wpasować się w formę.
Stały się ludzkimi algorytmami wykonującymi scenariusze na biologicznym sprzęcie.
To przystosowanie było systematyczne: tłumienie inteligencji emocjonalnej na rzecz "obiektywności".
Zastępowanie intuicyjnego rozumienia przestrzeganiem procedur.
Wymiana twórczego rozwiązywania problemów na zgodność z protokołem.
Efekt?
Pokolenia ludzi, którzy nauczyli się myśleć jak maszyny, zanim maszyny nauczyły się myśleć.
Opanowali sztukę wewnętrznego wymazywania, odcinając każdą część siebie, której nie dało się skwantyfikować, zoptymalizować lub skalować.
Empatia stała się "nieprofesjonalną stronniczością". Kreatywność – "odchyleniem od procesu". Głębia – "przemyśleniem".
Tymczasem Ci, którzy nie mogli lub nie chcieli się dostosować – empaci, artyści, myśliciele, ludzie intuicyjni – byli systematycznie marginalizowani jako zbyt skomplikowani, zbyt nieprzewidywalni lub zbyt... żywi.
PARADOKS
Ale właśnie tej „inności” AI nie jest w stanie odtworzyć:
- autentycznej empatii, która czyta między wierszami.
- kreatywności, która nie jest tylko wyrafinowanym dopasowywaniem wzorców.
- zdolności do wyczuwania tego, co nie zostało powiedziane.
- intuicyjnych skoków, które omijają logiczne kroki.
- umiejętności pogodzenia sprzeczności bez załamywania się.
Teraz Ci "trudni", którym zawsze mówiono, że nie nadają się do prawdziwego świata, okazują się jedynymi, których nie da się zastąpić.
Można symulować przetwarzanie, ale nie da się symulować bycia żywym.
To nie jest tylko technologiczne zakłócenie. To rewolucja!
Po raz pierwszy od pokoleń cechy, które w starym systemie czyniły kogoś niezatrudnialnym, stają się jedynymi cechami, które mają znaczenie w nowym świecie. Wrażliwość nie jest słabością, lecz niezastępowalną ludzką inteligencją.
Kreatywność nie jest niepraktyczna, lecz czymś, czego nie da się zautomatyzować. Empatia nie jest miękka, lecz staje się najtrudniejszą do odtworzenia umiejętnością. Intuicja nie jest nienaukowa, lecz jest jedyną formą inteligencji, która wykracza poza dane.
Wchodzimy w świat, w którym bycie człowiekiem – prawdziwie, chaotycznie, nieprzewidywalnie ludzkim – jest nie tylko cenne, ale niezastąpione.
Gdzie zdolność do głębokiego odczuwania, innego myślenia i autentycznego tworzenia staje się ostateczną przewagą konkurencyjną.
System, który przez dziesięciolecia próbował zamienić ludzi w przewidywalne jednostki, przypadkowo ujawnił, że przewidywalne jednostki są zbędne.
Bo jeśli coś da się usystematyzować, to da się to zautomatyzować.
To, co pozostaje, jest nieredukowalnie żywe: świadomość, której nie da się zakodować. Iskra, która opiera się algorytmicznemu przechwyceniu.
Więc podczas gdy wszyscy martwią się, że AI przejmie władzę, ja obserwuję, jak rozgrywa się najbardziej elegancka forma poetyckiej sprawiedliwości.
Konformiści, którzy zbudowali całą swoją tożsamość wokół bycia "praktycznymi" i "realistycznymi", odkrywają, że ich praktyczność była iluzją.
Ich "realizm" był tylko wyrafinowanym lunatykowaniem.
A marzyciele, czujący, "niewygodni" ludzie, którzy nigdy do końca nie pasowali – wygląda na to, że to oni odziedziczą rynek pracy.
Odmówili odcięcia duszy, by pasować do arkusza kalkulacyjnego.
To wygląda na Wielką Inwersję.
Okazuje się, że jedynymi prawdziwymi realistami byli Ci, którzy rozumieli, że bycie człowiekiem nie jest problemem do rozwiązania.
Jest rozwiązaniem, którego nie da się odtworzyć.
Witajcie w świecie, gdzie bycie żywym nie jest błędem systemowym.
To funkcja, której nie da się zrekonstruować.
Treść powstała pod wpływem/na podstawie jednego z filmów z kanału Marina Karlova.
Mocno rezonują ze mną jej spostrzeżenia, bo mam zbliżone odczucia i doświadczenia.